Co zrobi Sejm z ustawą o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego? 

 

Poprzedni rząd w tej sprawie wypowiedział się, że jest za, a nawet przeciw. Zapewne z tego względu zamiast doprowadzić do nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej, która nieprawidłowo implementowała dyrektywę 2003/98/WE (na co wskazała KE) zdecydował się na przygotowanie nowej ustawy o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego, która tylko w zamierzeniu miała implementować Dyrektywę 2013/37/UE. 

Ustawa o dostępie do informacji publicznej zawiera wady wymagające naprawy ze względu na swój grzech założycielski.  Podstawowym błędem był brak spójnego sposobu uregulowania trybów dostępu do informacji publicznej w ustawie z 2001 roku. Doc. dr hab. Teresa Górzyńska z Instytutu Nauk Prawnych PAN 15 lat temu w dniu 19 grudnia 2000 r. podczas Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw dotyczących prawa obywateli do uzyskiwania informacji ... wskazała co należy zrobić aby ustawa zaczęła spełniać swoją rolę:  „Mam na myśli fakt, że omawiana ustawa pełni rolę ustawy matki. Jeżeli zaś inne ustawy korzystniej regulują ten problem, tzn. korzystniej dla zainteresowanego, niech wówczas pozostaną w użyciu. Jeżeli zaś tak nie jest, wówczas muszą regulować daną materię według zasad ustalonych w tej ustawie.” http://orka.sejm.gov.pl/Biuletyn.nsf/0/BC0551F090B08A04C1256B73003D21D8?OpenDocument 

Niestety dla większości posłów w tamtym parlamencie nie były to zasadnicze kwestie, i wnioski pani doc. Teresy Górzyńskiej nie zostały uwzględnione w treści ustawy o dostępie do informacji publicznej. W efekcie znowelizowana w 2011 r. niewiele zmieniła w zakresie dostępu do informacji sektora publicznego. Mimo jasnych zapisów Dyrektywy 2003/98/WE opór administracji przyczynił się, że powstała ustawa, która wręcz zamknęła dostęp do niektórych danych sektora publicznego w tym danych meteorologicznych dla osób, które chcieliby je wykorzystywać do celów niekomercyjnych. W przypadku danych meteorologicznych jest to sprzeczne z rezolucją nr 40 Światowej Organizacji Meteorologicznej. 
Jeżeli obecnie nie dojdzie do nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej, to nowa ustawa niewiele zmieni w zakresie dostępu do informacji sektora publicznego. Nadal będzie nam daleko do otwarcia danych sektora publicznego, wskazanych w Dyrektywie 2003/98/WE. 

Jednocześnie poprzedni rząd podzielił opinię zawartą w Komunikacie KE z 2011 r. pt. „Otwarte dane – siła napędowa innowacji, wzrostu gospodarczego oraz przejrzystego zarządzania” wskazując, że „udostępnienie informacji sektora publicznego do ponownego wykorzystywania może przyczynić się do wzmocnienia potencjału innowacyjnego Europy. Informacje sektora publicznego będą mogły zostać wykorzystane w nowych produktach i usługach oraz zapewnią wzrost wydajności funkcjonowania administracji.”
W Programie Operacyjnym Polska Cyfrowa na lata 2014-2020 (wersja zaakceptowana decyzją Komisji Europejskiej z dnia 5 grudnia 2014 r.) zapisano zgodnie z komunikatem KE, że „Łączne bezpośrednie i pośrednie korzyści gospodarcze wynikające z wykorzystywania informacji sektora publicznego w gospodarce całej UE-27 szacowano na ok. 140 mld EUR rocznie.” W stosunku do Polski wskazano, że: „W chwili obecnej brak jest dostępnych szacunków tego typu dla Polski, jednak powszechnie dostrzega się wiele istotnych słabości po stronie podaży ISP. Względnie niska jest zarówno ilość, jak i jakość otwartych danych oraz sposobów ich udostępniania. W rezultacie potencjał ISP pozostaje niewykorzystany.” 
Poprzedni rząd w tych jak i wielu innych dokumentach sam więc sobie zaprzeczał popierając otwarcie danych, a „zamykając” je w ustawach i rozporządzeniach. 

Obecny rząd ze względu na nie dotrzymanie terminu implementacji Dyrektywy 2013/37/UE (termin przyjęcia przez Sejm minął 18.07.2015 r.) został zmuszony do przesłania projektu ustawy do Sejmu. 
Projekt ustawy o ponownym wykorzystaniu informacji sektora publicznego powinien wylądować w „koszu”. W tym celu posłowie powinni złożyć wniosek o odrzucenie projektu w całości i wystąpić do rządu o przygotowanie nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej, która prawidłowo będzie implementować Dyrektywę 2003/98/WE i jej nowelizację z 2013/37/UE oraz zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej z 2014 r. w sprawie zalecanych licencji standardowych, zbiorów danych i opłat za ponowne wykorzystanie dokumentów: http://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/?uri=CELEX:52014XC0724(01)

Jeżeli nie dojdzie do otwarcia danych sektora publicznego, wpłynie to niekorzystnie na rozwój społeczno-gospodarczy. Szczególnie niekorzystne jest to dla polskiej nauki oraz sektora MSP, jak również dla bezpieczeństwa informacyjnego Polski. 

Zachodzi pytanie dlaczego poprzedni rząd, tak proeuropejski i otwarty na innowacje oraz rozumiejący znaczenia otwarcia zasobów ISP nie otworzył tych zasobów zgodnie z zaleceniami Komisji Europejskiej? 
A może przyczyna tkwi w samej administracji, która samodzielnie zablokowała realizację tak ważnej i niezbędnej zmiany systemowej? 
Niezależnie od przyczyn, zamiast nowelizacji złej ustawy mamy nowy projekt, który zacementuje wszystkie patologie polskiej administracji, nazywane wdzięcznie: „polskim modelem infrastruktury informacyjnej państwa”. 
Polski model cechuje (za prof. J. Oleńskim):
-   autonomizacja na szczeblu centralnym - infrastrukturalne rejestry i systemy użytkowe są autonomiczne prawnie, organizacyjnie, funkcjonalnie i informacyjnie.
-    dezintegracja - każdy infrastrukturalny system tworzy własne środowisko informacyjne i informatyczne
-    izolacjonizm - minimalna wymiana informacji  między systemami, autonomiczna aktualizacja danych 
-    redundancja – wielokrotne, pierwotne ujmowanie danych
-    konflikty funkcji systemów i kompetencji gestorów
-    dezorganizacja – na szczeblach terenowych
-    informatyzacja – petryfikuje autonomizację i dezintegrację
-    koszty -  ekonomiczne i społeczne dla budżetu, obywateli i przedsiębiorstw.

Zgodnie z zasadami „modelu polskiego” Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji w 2014 roku nie wyraziło zgody na włączenie danych meteorologicznych do projektu ustawy o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego oraz do Centralnego Repozytorium Informacji Publicznej. Stało się tak, ponieważ jeden z najważniejszych autonomicznych „silosów”, jakim jest Ministerstwo Środowiska, nie wyraził na to zgody (!). 

Obecnie toczy się dyskusja głównie  na temat nadużywania prawa do informacji przez obywateli występujących do urzędów i instytucji o przekazywanie informacji dotyczących ich działalności, w tym głównie - zawieranych umów. (Ostatnio także partii politycznych, co przyczyniło się do zniechęcenia polityków do potrzeby dokonania tak ważnej zmiany. Politycy nie sprawdzili, że są jednak kraje w których takiego obowiązku nie ma i mogliby zmienić ustawę o dostępie do informacji publicznej w oczekiwanym dla siebie kierunku.)

Zapomina się całkiem, że ta sfera jawności jest bardzo ważna z punktu widzenia przejrzystości działania naszej administracji, ale nie jest najważniejsza dla rozwoju społeczno-gospodarczego oraz bezpieczeństwa informacyjnego państwa. Niemniej, ważne jest prawo obywateli i firm - szczególnie MSP- do wykorzystywania danych wytwarzanych przez sektor publiczny, które mogą być używane zarówno do celów niekomercyjnych jak i komercyjnych. W tej sferze opór urzędników jest tak samo duży jak w zakresie kontroli ich działań przez obywateli. 

W przypadku danych meteorologicznych odnoszę wrażenie, że urzędnikom nie przeszkadza fakt otwarcia tych danych dla naukowców oraz firm na całym świecie, ważne aby dostępu do tych danych nie uzyskali polscy naukowcy oraz polskie firmy.

 

Marek Chabior